Pamięci niepodległej Rzeczpospolitej i nieodżałowanej Anny German
Pomysł koncertu „Tańczące Eurydyki” zrodził się w odrobinę szalonej głowie pani Beaty Maciołek. Beata jest z zawodu nauczycielem, zatrudnionym w ustrzycki Zespole Szkół Publicznych imienia Mikołaja Kopernika, a z zamiłowania animatorem kultury. Jej przeróżne przedsięwzięcia animatorskie są przeważnie udane, ale chyba najlepiej realizuje się w organizowaniu imprez muzycznych. Według Beaty jedyną przeszkodą w zorganizowaniu interesującego koncertu muzycznego, jest brak chęci u organizatorów. Krótko mówiąc, wyznaje zasadę, że „chcieć to móc” a wieczorny koncert z okazji Narodowego Święta Niepodległości, jest namacalnym dowodem na prawdziwość tej tezy. Dla realizacji swoich szalonych pomysłów Beata Maciołek pozyskała przychylność małżeństwa ustrzyckich restauratorów, państwa Bożeny i Janusza Bałkotów – właścicieli Muzeum Młynarstwa i Wsi.
Bożena i Janusz, nie tylko udostępnili dla potrzeb koncertu nastrojowe pomieszczania starego młyna, ale również wzięli na siebie całe ryzyko związane z finansowaniem przedsięwzięcia. Uczynili to z resztą nie po raz pierwszy. Dzięki aktywności tej trójki zapaleńców, koncert doszedł do skutku, a bilet wstępu kosztował tylko 20 złotych, co w dzisiejszych czasach jest ceną niewspółmierną do włożonego wysiłku i przeżytych wrażeń artystycznych.
Kilkudziesięciu miłośników niesamowitego talentu Anny German, spędziło wspaniałe chwile, słuchając niezapomnianych przebojów tej wyjątkowej wokalistki, w wykonaniu śpiewaczki operowej Ewy Korczyńskiej. O gwieździe wieczoru, wiedziałem przed koncertem niewiele: śpiewaczka, poetka i impresario w jednej osobie.Dopiero podczas koncertu zrozumiałem, że mamy do czynienie nie tylko z perfekcyjnie przygotowaną profesjonalistką, ale również z kobietą o ognistym temperamencie, potrafiącą nawiązać zupełnie niezwykły kontakt z publicznością. Ewa Korczyńska zaśpiewała wszystkie najważniejsze piosenki Anny German. Na początek zaprezentowała „Bal u Posejdona” i niezapomniany „Człowieczy los”, później były, między innymi: „Tańczące Eurydyki”, „Greckie wino” i „Być może”, zaś na finał pani Ewa uraczyła wszystkich brawurowym wykonaniem „Cyganerii”.
Piosenki Anny German przeplatane były śpiewaczymi przebojami muzyki klasycznej w wykonaniu pani Jadwigi Kot. W afiszu koncertowym anonsowana była ustrzycka sopranistka pani Paula Rossa, jednak choroba młodej artystki nie pozwoliła jej na występ. Pani Jadwiga Kot jest śpiewającą sopranem Rzeszowianką.
Zdobyła solidne wykształcenie muzyczne, ucząc się początkowo w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia w rodzinnym Rzeszowie, a następnie na Wydziale Wokalno – Aktorskim bydgoskiej Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego. Poza aktywną działalnością artystyczną jest również pedagogiem, uczącym śpiewu solowego w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych w Przemyślu. Z repertuaru pani Jadwigi Kot największy aplauz widowni wywołały aria pokojówki Adeli z operetki „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa syna oraz pieśń „Czarne oczki” z opusu 16 nr 2 Feliksa Nowowiejskiego.
Dwie wspaniale śpiewające Eurydyki, miały godnych siebie partnerów. W role Orfeuszy wcielili się panowie Janusz Tomecki i Maciej Organ. Pan Janusz, to wspaniały akompaniator i prawdziwie dobry duch tego koncertu. To właśnie on, poza akompaniowaniem solistkom, czuwał nad stroną muzyczną wieczoru. Maciej Organ to młody ustrzycki pianista pobierający naukę w Instytucie Muzyki Sakralnej w Przemyślu.
Z utworów wykonanych przez pana Macieja utkwił mi w pamięci Krakowiak fantastyczny H-dur opus 14, Ignacego Jana Paderewskiego. Zapomniałem jeszcze o jednej osobie, bez której świąteczny wieczór, byłby o wiele uboższy. Małgorzata Gergasz, polonistka ze wspomnianego na wstępie zespołu szkół, prowadziła ów koncert. Czyniła to w sposób bardzo skromny i bardzo sympatyczny. Ciekawym pomysłem były recytacje utworów poetyckich Ewy Korczyńskiej w wykonaniu autorki i prowadzącej koncert pani Małgorzaty.
Wieczorny koncert w „Młynie” w dniu 11 listopada, trwał ponad dwie godziny, a o wrażeniach i wzruszeniach, jakich dostarczył słuchaczom, świadczy owacja na stojąco i spontanicznie odśpiewane przez uczestników koncertu „Sto Lat”. Gościnne progi prywatnego domu kultury państwa Bałkotów opuszczałem z przekonaniem, że do prowadzenia działalności kulturalnej, przez wielkie „K”, potrzeba trzech rzeczy: po pierwsze chęci, po drugie chęci i po trzecie chęci.
Dziwnym zrządzeniem losu najwięcej owych chęci przejawiają ludzie, którym nikt za to nie płaci. I jeszcze jedna osobista refleksja: Anna German była artystką niepowtarzalną i nawet najlepiej wykonane interpretacje jej utworów, są tylko kopią, w moim przekonaniu daleką od cudownego oryginału.
Marek Prorok
za: http://przeglad-bieszczadzki.pl